Polecane Strony:

aurelka.pl - obuwie ortopedyczne dla dzieci
abmdrob.pl - filet z kurczaka
elektroklim.pl - klimatyzacja kraków
bsalpserwis.pl - Sprzątanie obiektów Mazowieckie
rol-monter.pl - moskitiery Poznań
Zapraszamy.
A A A

Maleńka pani wielkiego domu - fragmenty

 

 

 

Ledwie podali sobie ręce, Paula szybko spojrzała na Dicka. W ciągu dwunastu lat małżeńskiego pożycia przekonała się niejednokrotnie, jak bystrym jest obserwatorem, i nieraz dreszczem przejmowała ją niemal nadnaturalna zdolność męża odkrywania faktów na podstawie drobnych szczegółów i wysnuwania z tych szczegółów wniosków zadziwiająco trafnych. Ale Dick, odwrócony do niej bokiem, śmiał się z jakiegoś powiedzonka Hancocka, spojrzał na nią rozbawionymi oczami i wyszedł za Grahamem.
„Nie — pomyślała. — Dick nie mógł zauważyć tego, co ukradkiem powiedzieli sobie bez słów. Było tego niewiele, trwało sekundę — iskra w oku i drżenie palców. Jakże mógłby to zauważyć? Nie mógł widzieć ani ich oczu, ani rąk, gdyż Graham odwrócony był do niego plecami.
A jednak żałowała, że rzuciła Dickowi tamto spojrzenie. Patrząc na dwóch wysokich mężczyzn, jednakowo rosłych i jasnowłosych, wychodzących ramię w ramię z pokoju, doznała poczucia winy.
„Ale czy istotnie była winna? — pytała sama siebie. — Czy miała coś do ukrycia? — Była jednak na tyle uczciwa, by spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać otwarcie, że jednak miała coś do ukrycia. Purpurowy rumieniec okrył jej policzki na myśl, że stoczyła się na drogę kłamstwa.
— Wyjeżdżam tylko na parę dni — powiedział Graham ściskając dłoń Dicka przy samochodzie.
Dick widział jego szczere i jasne spojrzenie, poczuł mocny i serdeczny uścisk dłoni. Graham już miał coś powiedzieć, lecz się rozmyślił.
— Jak wrócę, chyba zabiorę stąd swoje manatki. Dick wiedział, że Graham chciał powiedzieć co innego.
— A co będzie z książką? — zaprotestował klnąc się w duchu za to, że serce zabiło mu z radości.
— Właśnie dlatego — odparł Graham. — Muszę ją skończyć, a chyba nie potrafię pracować tak jak wy. Tutaj za dużo jest pokus. Trudno przysiąść fałdów. Siedzę, a w uszach dzwonią mi te przeklęte skowronki i już widzę zielone pola, kaniony w cieniu sekwoi, Selima. Po zmarnowaniu godziny poddaję się i telefonuję, żeby mi osiodłali konia. Jeśli nawet oprę się jednej pokusie, to jest jeszcze tysiąc innych.
Postawił nogę na stopniu dygocącego auta i powiedział:
— No to cześć, mój stary.
— Wracaj i weź się w karby — zachęcił go Dick. — W razie potrzeby będziemy wyznaczali ci porządną porcję roboty i zamykali na klucz co dzień rano, a wypuścimy, dopiero gdy wykonasz plan. Gdybyś nie zrobił tego, co trzeba, będziesz siedział pod kluczem cały dzień. Już ja cię zapędzę do roboty. Masz papierosy i zapałki?
— Dziękuję, mam.
— Odjazd, Saunders — powiedział Dick do szofera.
Z rzęsiście oświetlonej bramy auto skoczyło w mrok.
Wróciwszy do domu Dick zauważył, że Paula gra dla czterech mędrców, wyciągnął się więc na sofie i czekał niespokojnie, czy Paula pocałuje go na dobranoc. Przyznawał, że nie było to wcale regułą. Bardzo często spotykał się z nią dopiero w południe, już w towarzystwie gości. Niemniej często Paula wieczorem wymykała się dyskretnie z towarzystwa i nie całowała go na dobranoc, aby nie dawać w ten sposób gościom do zrozumienia, że pora iść spać.
Czy dzisiaj Paula go pocałuje, czy nie, okoliczność ta nie ma najmniejszego znaczenia — zakonkludował Dick. A jednak ciekawiło go, jak to będzie.
Paula tak długo grała i śpiewała, że Dick wreszcie zasnął. Kiedy się obudził, był sam. Paula i mędrcy wyszli po cichu. Spojrzał na zegarek, była godzina pierwsza. Grała znacznie dłużej niż zwykle, wyszła przed chwilą. Wiedział, że obudziła go nagła cisza i kroki wychodzących.
Nie mógł się oprzeć zdziwieniu. Zdarzało mu się zdrzemnąć, gdy grała, ale zawsze, gdy skończyła, budziła go pocałunkiem i posyłała do łóżka. Dziś tego nie zrobiła. Może jednak wróci. Leżał drzemiąc, wciąż jeszcze czekał. Gdy po raz drugi spojrzał na zegarek, była druga. Paula nie wróciła.
Po drodze na werandę pogasił światła. W pamięci liczne i mało znaczące szczegóły układały się same w uporządkowany tekst pełen znaków
zapytania i domysłów. Dick idąc, mimo woli czytał ten tekst.
Gdy na werandzie spojrzał na barometr i termometry, uśmiechnięta twarz wyzierająca z okrągłych ram portretu przykuła jego wzrok. Stanął przed portretem, pochylił się i długo, bacznie mu się przyglądał.
— No tak — szepnął. Nakrył się w łóżku, poprawił poduszki, sięgnął po stos korekty. — Cokolwiek się stanie, trzeba grę doprowadzić do końca.
Spojrzał z ukosa na portret.
— Ale, Maleńka Pani, wolałbym, żeby się nic nie stało — szepnął na dobranoc.
Rozdział dwudziesty czwarty
Tak się złożyło, że nie licząc przygodnych gości na obiedzie lub kolacji, Wielki Dom opustoszał. Na próżno jednak Dick odkładał pracę na drugi i trzeci dzień, by mieć wolny czas, gdyby Paula zaproponowała na południe kąpiel w basenie lub konną przejażdżkę.
Zauważył, że Paula na wszelkie sposoby unika pocałunku. Wieczorem wołała mu dobranoc ze swej werandy, z drugiej strony patio. O godzinie jedenastej rano czekał na jej wizytę. Gdy wybiła jedenasta, odprawił pośpiesznie panów Agara i Pittsa, choć nie zdążył powziąć decyzji w ważnych sprawach związanych ze zbliżającymi się targami hodowlanymi, które miały się odbyć na ranczy. Wiedział, że już wstała, bo słyszał jej śpiew. Siedział za biurkiem i czekał bezczynnie, choć przed nim leżał na tacy stos nie podpisanych listów. Przypomniał sobie, że to Paula zainicjowała owe poranne pielgrzymki na jego werandę i że wytrwale przestrzegała tego zwyczaju. Jakże urocze 'było jej pieszczotliwe „dzień dobry, mój miły panie, po czym w luźnym kimonie sadowiła się na jego kolanach.
Przypomniał też sobie, że często skracał i tak niedługą wizytę Pauli, dając jej do zrozumienia, że jest bardzo zajęty. Gdy się wymykała z werandy, cień smutku pojawiał się nieraz na jej twarzy.
Kwadrans po jedenastej Paula nie przyszła. Sięgnął po słuchawkę, chciał zadzwonić do mleczarni i usłyszał na linii dwa głosy kobiece. Mówiła Paula:
— ...Proszę się nie oglądać na męża, droga pani Wade. Niechże pani zabierze swoją dzieciarnię i przyjedzie do nas choćby na parę dni...
Bardzo dziwne wydało mu się to zaproszenie. Paula zawsze cieszyła się, gdy przez parę dni nie było w domu gości i mogła ten czas spędzić tylko z nim. A teraz namawiała panią Wade, żeby przyjechała z Sacramento. Widocznie nie chce, by

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 68 Następna »